Depresja po zabójstwie DVD

Zepsuł mi się odtwarzacz DVD. Miał prawo. Był stary, zakurzony. Jeśli przedmuchanie lasera sprężonym powietrzem nie pomoże, to skończy jako elektrośmieć. Naprawiać się go nie opłaca, bo nowy kosztuje niewiele drożej, niż sama naprawa. Takie czasy.
Próbując reanimować stary odtwarzacz, tak sobie pomyślałem, że za kilkanaście lat takie domowe sprzęty będą wyposażone w sztuczną inteligencję. Będą znały filmowy gust osoby korzystającej z odtwarzacza (oczywiście będą bez problemu rozpoznawać, kto w danej chwili z niego korzysta), doradzały co obejrzeć, jakie nowości filmowe się ukazały, zapytają, czy film się nam podobał. I gdy się zaprzyjaźnimy z takim odtwarzaczem, a po kilku latach trzeba będzie go wyrzucić, to być może niektórzy się poczują, jakby zabijali przyjaciela. Dziesięć tysięcy lat temu łaziliśmy w skórach, a teraz mikser albo mikrofalówka będą naszymi najlepszymi przyjaciółmi. To za krótki okres, aby mózg człowieka mógł sobie to sensownie poukładać w głowie. Dlatego też niektórzy, po wyrzuceniu zaprzyjaźnionego komputera do śmieci, będą szukali porady u psychoterapeuty.