Klub go-go a sprawa Polska

Wielkie oburzenie nastało, bo na Krakowskim Przedmieściu otworzono klub go-go naprzeciwko figury Matki Boskiej. Co więcej - na budynku, gdzie odbywają się bezwstydne tańce, ruja i poróbstwo, jest tablica pamiątkowa poświęcona akcji przeprowadzonej przez Armię Krajową. W lipcu 1944 członkowie batalionu "Parasol" zarekwirowali z apteki Wendego wielką ilość leków i sprzętu medycznego przeznaczonego dla niemieckich szpitali polowych na froncie wschodnim. No i teraz nie wiadomo, co gorsze dla go-go - Matka Boska czy protestujący AK-owcy.
Akcja na aptekę Wendego odbyła się 70 lat temu. Czy teraz w każdym miejscu, gdzie członek AK np. złośliwie obsikał niemiecką ciężarówkę, muszą istnieć kapliczki i tablice pamiątkowe "po wieki wieków"? Co komu przeszkadza klub go-go? Przecież tancerki nie kręcą tyłkami, obejmując figurę Matki Boskiej, ani nie pokładają się na płycie upamiętniającej kradzież niemieckich leków. Życie toczy się dalej. A może kombatanci i brzuchaci księża zazdroszczą tym, którzy jeszcze mogą jawnie czerpać radość z klubów erotycznych?
A swoją drogą - to ilu tych "kombatantów" jeszcze zostało? Nawet jeśli któryś miał w 1944 roku 15 lat, to teraz jest już 85-letnim staruszkiem. A nie podejrzewam, żeby w akcji na aptekę Wendego brali udział 15-latkowie. A może tytuł kombatanta przechodzi z ojca na syna?