Wieje grozą od strony Glaxo...

Główny Inspektor Farmaceutyczny wydał decyzję o wycofaniu z obrotu Rutinoscorbinu. Na wniosek producenta, który napisał, że producent jednego ze składników (czyli zapewne Chiny albo Indie, bo tam się produkuje większość substancji czynnych dla leków generycznych) nie dotrzymał standardów produkcyjnych, czyli po prostu doszło do jakiegoś niedbalstwa bądź niechlujstwa przy produkcji (np. źle umyto reaktor chemiczny, albo nie umyto ścian na hali produkcyjnej, albo chiński kot wpadł do kadzi z rutozydem; kota umyto, ale kadzi nie) i producent Rutinoscorbinu na wszelki wypadek woli wycofać lek z obrotu. W sumie - nic nadzwyczajnego. Takie rzeczy się zdarzają i będą zdarzać. A tymczasem w mediach zapanował jakiś amok. Największe serwisy informacyjne podają wiadomość o wycofaniu, jakby co najmniej w tych tabletkach znajdował się cyjanek potasu. No i jeszcze ten "rygor natychmiastowej wykonalności" decyzji. Nota bene jest to standardowa formuła dodawana do decyzji o wycofaniu leku, ale ta fraza działa podniecająco na wyobraźnię pismaków i tępej gawiedzi. A te komentarze w internecie pod newsami! Widać po nich, jak prymitywne i bezdennie głupie jest polskie społeczeństwo. O niczym nie ma pojęcia, a jednocześnie wszystko wie najlepiej. Można się dowiedzieć, że to jest draństwo (tylko nie wiem co) i że nikt za to nie odpowie, że to spisek mający na celu spowodować awitaminozę i wymarcie szlachetnej rasy Lachów, że być może lek zawierał rakotwórczy aspartam, że to świadczy o bezradności polskiego prawa, że ktoś z rządu położył na tym łapę (ale na czym?) i stek innych idiotyzmów. Może by jednak dobrze zrobiło dla polskiej populacji i narodowego IQ, gdyby wypuszczono na rynek kilkadziesiąt tysięcy opakowań Rutinoscorbinu zawierających jednak cyjanek?