Smutna prawda o resuscytacji

Tyle razy oglądana w filmach reanimacja. Zwłaszcza ta przeprowadzana na ulicy, bez ratowników. Po chwili chory zaczyna się krztusić, kasłać i ożywa, a czasami nawet podnosi się, otrzepuje i akcja filmu toczy się dalej.
Niestety, rzeczywistość jest mniej optymistyczna.
Według danych AHA (American Heart Association):
- jeśli reanimację rozpocznie się w ciągu 5 minut od utraty przytomności, szansa na przeżycie wynosi 37%, ale pod warunkiem, że defibrylację wykona się nie później niż w ciągu 10 minut od utraty przytomności; jeśli nie wykona się defibrylacji w ciągu 10 minut, szanse na przeżycie spadają do 7%;
- jeśli reanimację wykona się po 5 minutach od utraty przytomności lub później, szanse na przeżycie maleją do 20% o ile wykona się w ciągu 10 minut defibrylację; bez defibrylacji szanse na przeżycie wynoszą 0% (zero).
Co rozumiemy przez przeżycie? Przeżycie to wypisanie ze szpitala. Oznacza to, że dowiezienie "żywego" pacjenta po reanimacji do szpitala nie oznacza jeszcze, że wyjdzie z niego na własnych nogach. O zaburzeniach neurologicznych pacjentów, którym jednak udało się opuścić szpital, nie będę już wspominał.
Wobec tego, czy warto podejmować reanimację? Oczywiście, że tak. Zawsze może okazać się, że pacjent będzie miał szczęście i znajdzie się w tych 7-37 procentach.
Być może poniższy schemat będzie pomocny.

CRP