Dziecko w sosie własnym

Ojciec zapomniał, że miał odwieźć dziecko do przedszkola. Zostawił samochód na parkingu i poszedł do pracy. Po ośmiu godzinach spędzonych w nagrzanym samochodzie, dziecko zapewne wyglądało jak obrzęknięty, kilkudniowy topielec. Ale to wszystko wiemy z mediów. Oczywiście zaraz nagonka na ojca, że debil, że wykastrować, wysterylizować, zamknąć w aucie na trzy dni etc. Ale mnie bardziej interesuje przyczyna, a nie skutek. Jak to możliwe, że ojciec zapomniał, że wiezie dziecko i ma je odstawić do przedszkola?
Zdarzało mi się miewać ataki "alzheimera". Zapomnieć, gdzie co położyłem, albo tak schować, że nie mogłem znaleźć. Zdarzało mi się wyprzeć coś z mózgu - coś komuś obiecałem, że zrobię, zawiozę, zadzwonię, a potem "umykała" mi ta czynność z "listy" i przypominało mi się poniewczasie. Ale to były rzeczy małego kalibru i sporadyczne. Jak to możliwe, żeby zapomnieć o czymś, a raczej - o kimś, takim?
Na razie nie znamy (a zapewne poznamy, bo to temat super dla mediów, a obecnie jest "badnewsowa" posucha, bo Ukraina już się widzom przejadła) okoliczności tego zdarzenia. Nie wiemy co spowodowało taką tragedię. Najłatwiej powiedzieć - głupi ojciec, niedojrzały emocjonalnie etc. Być może przyczyną jest niezdiagnozowana choroba psychiczna. A może po prostu wszechobecne zaganianie, "multitaskowość", z którą nie radzi sobie nasz biedny, zwierzęcy mózg, nieprzyzwyczajony do takiego nadmiaru informacji go bombardujących.
Nie wiemy, dlaczego nie zauważył dziecka, dlaczego nie zadzwoniła żona, żeby zapytać, czy odstawił je do przedszkola. Tak czy inaczej - ojciec ma już przesrane do końca życia. Bo co innego stracić dziecko w wyniku choroby, czy nieprzewidzianego wypadku (a nie wszystko można przewidzieć), niewynikającego z naszego zaniedbania. Owszem, jest rozpacz i ból, ale to co innego, niż świadomość, że przyczyniłeś się do śmierci własnego dziecka. Że de facto sam je zabiłeś z powodu własnej bezmyślności, roztargnienia, niefrasobliwości czy jak to nazwać. Trudno sobie wyobrazić taki kanał i dalsze życie z tą świadomością. A nie był to przecież jakiś beztroski młodziak. Facet ma chyba około 40-tki. A może to był właśnie beztroski 40-latek, który kilka lat temu dorósł do bycia ojcem (w swoim mniemaniu)?
Trudno spekulować i nie ma co na nim wieszać psów. Stało się. Nie pierwszy i nie ostatni raz. To co nas wkurza w tej sprawie to idiotyzm tego zdarzenia. Tak głupia i niepotrzebna śmierć. I to dziecka. Pół biedy, jeśli to by była matka-staruszka. Mniej nas bulwersuje na przykład zmielenie przez matkę noworodka w maszynce do mięsa (jak to miało miejsce kilka lat temu). Owszem, to przerażające, ale i chore jednocześnie, co jakoś może tłumaczy incydent z maszynką. Ale tu, na parkingu, doszło do tak głupiego i niecelowego pozbawienia życia, że trudno nam to zrozumieć. Facet będzie musiał dalej żyć z demonami w swojej głowie. A dla nas niech to będzie przestrogą, aby w zaganianym multimedialnym świecie ułożyć sobie w głowie priorytety.