Tasiemiec w ruskim sosie

Afera podsłuchowa. Na kilometr śmierdzi to robotą ruskich służb specjalnych. To samo zrobili z dyplomatami zachodnimi na początku wojny ukraińskiej. Teraz czas na Polskę. Ciekaw jestem, czy rząd przyjmie to na klatę, pokaże, że ma jaja i dobierze się do dupy lewackim dziennikarzynom i ich mocodawcom zza Buga. Czy też okaże się miękką parówą i poda się do dymisji, ku uciesze Jarkacza i Macierewicza, który prawdopodobnie tak się zachłysnął tymi newsami o taśmach, że sam nie wie, czy to co się dzieje to prawda, czy to tylko roi się w jego "zaaferzonej" głowie.
Naiwnością jest uważać, że politycy nie rzucają "kurwami" oraz, że całymi dniami martwią się, co zrobić, żeby ojczyźnie było lepiej, a nie im.
To co robi "Wprost" jest haniebne. Powołując się na wolność prasy, kryminalista Latkowski (obecnie wielki pan redaktor) i spółka dekonstruują polskie państwo. A gdy wkraczają służby (fakt, że dość nieudolnie), cała lewacka siatka "pożytecznych idiotów" na Zachodzie trąbi o łamaniu demokracji. Niestety, demokracja też ma swoje granice.
W poważnym kraju cała redakcja "Wprost" już by siedziała na konwejerze w ABW, a czasopismo odeszłoby do krainy wiecznych wyimków.
Całkowicie się zgadzam z tym, co powiedział Seweryn Blumsztajn. Jeżeli w materiałach były informacje o przestępstwie - dziennikarze powinni prowadzić śledztwo, a pozostałe informacje przekazać gdzie należy. Poza tym to były prywatne rozmowy, a podsłuchiwanie prywatnych rozmów chyba jest karane?
Dziennikarzyny z "Wprost" mają w dupie dobro Państwa. Im zależy tylko na nakładzie i ogrzaniu się przez kilka minut w świetle telewizyjnych studiów.
Jedyny pozytyw tej całej afery - nauczy to polityków dużej ostrożności. I bardzo dobrze.