Armaty zamiast jabłek czyli dobrobyt według Putina

Jabłka w Rosji po 6 złotych za kilogram. Ja dwa dni temu na targu płaciłem po 2 złote. Rubel stracił do dolara już 14% wartości od początku roku i ruskie zaczynają przeżerać swoje oszczędności zarobione na handlu ropą, które zgromadzili na czarną godzinę. Problem w tym, że chyba nie wiedzą, że ta godzina już dawno im wybiła. Sami na siebie nałożyli embargo - to niezwykłe kuriozum. Sądzili, że blokada żywności z Unii Europejskiej spowoduje, że Europa padnie na kolana, a tymczasem to oni niedługo będą jeść szczury, albo samych siebie.
Putler nie wie teraz co ma robić. Na Europę nie pójdzie, bo to samobójstwo. Z Ukrainy się nie wycofa, bo to obciach. Tylko usiąść i płakać. A tymczasem ruskie tiry przewożą jabłka od "Pszaków", tak jak dawniej przewoziły, tyle tylko, że teraz deklarują, że to "na własny użytek". Pośrednicy zarabiają, a ceny w sklepach rosną. Pytałem rodzinę mieszkająca opodal wschodniej granicy, czy zauważyli, żeby było mniej tirów z powodu embarga. Gdzie tam! Nic się nie zmieniło.
A na domiar złego - cena ropy leci na łeb, na szyję.
Reasumując - i dobrze im tak. Zamroczona wódką, demagogią i prymitywną, sowiecką propagandą nacja.