Borat
Gatunek: komedia?
Żenujący niszowy film, który z nieznanych bliżej powodów zrobił światową karierę. Kolejny żydowski komik z kompleksami na punkcie swojej żydowskości udaje reportera z Kazachstanu (czyli znikąd, w zamyśle autora), witając się i żegnając po polsku, a w podkładzie filmu puszczając cygańską muzyke (głównie z "Ederlezi" i "Arizona Dream"). Podróżuje po USA i jako nieokrzesany i obcy kulturowo cudzoziemiec robi różne niepoprawnie polityczne rzeczy, które niby to mają demaskować hipokryzję amerykańskiego społeczeństwa. De facto film ten pokazuje tylko jedno - że w USA jest tylu różnej maści idiotów, że jeszcze jeden, udający Kazacha, nie robi na nikim specjalnego wrażenia. W takich sytuacjach bohater używa najprymitywniejszej formy komizmu, dotyczącego sfery analno-genitalnej lub naruszającej sferę intymności swojego rozmówcy, bo na więcej go nie stać. Jedyny plus - wsadzenie do "worka ślubnego" Pameli Anderson, o ile nie było to sfingowane.