The War Of The Worlds (Wojna Światów)
Gatunek: s-f
Cienizna. Podobnie jak w "The Signs (Znaki)" atak obcych jest jedynie pretekstem do renowacji relacji międzyludzkich i stanowi tło do nachalnego i pełnego symboliki ukazania "wydoroślenia" niedzielnego ojca. Wątek ataku Marsjan też nie ma mocnych podstaw. O ile w literackim pierwowzorze łatwo jest zaakaceptować fakt, że Marsjan pokonały bakterie, o tyle w XXI-wiecznym filmie raczej trudno przełknąć to wyjaśnienie - skoro Marsjanie już byli tu wcześniej, aby zakopać machiny wojenne, to chyba mogli pobrać próbki gleby, wody etc. Bakterie nie pojawiły się nagle w przeciągu paru milionów lat od ostaniej wizyty Marsjan na Ziemi. Poza tym sam pomysł zakopania machin wojennych jest debilny - skoro miliony lat temu mieli już taką technologię, to dlaczego do czasów współczesnych nie zamienili Ziemi w pole do hodowli ludzi, jak to miało miejsce w "Matrixie"? Scenarzysta się nie wysilił.
Jeśli chodzi o budowanie nastroju grozy, to "The Signs" były pod tym względem lepsze - pamiętna scena emisji w telewizji amatorskiego filmu pokazującego obcego na ulicy.
Film ratują jedynie efekty specjalne. Scena "wylęgania się" machiny bojowej spod ulicy, czy spopielania tłumu ludzi promieniami śmierci - mocne. Do kina iść nie warto, ale można kupić DVD i obejrzeć to raz jeszcze (dla efektów).