Eagle Eye
Gatunek: thriller
Film opowiada o dwójce przypadkowych ludzi, którzy zostali wybrani do wykonania samobójczej tajnej misji. Problem w tym, że oboje nie wiedzą, ani kto nimi kieruje, zmuszając do robienia karkołomnych rzeczy, ani do czego ma doprowadzić misja, w której biorą udział. A tymczasem kieruje nimi superkomputer, a raczej superkomputerzyca, która została stworzona w celu antyterrorystycznej inwigilacji amerykańskiego społeczeństwa, wykorzystując do tego wszelkie elektroniczne gadżety od komórek, poprzez systemy rozmaitego monitoringu, na czytaniu z ruchu warg kończąc. Samoświadoma komputerzyca wkurza się na przywódców USA (trudno jej nie przyznać tu racji) i na mocy jakiegośtam punktu konstytucji, uznając ich za zdrajców działających na szkodę USA, postanawia zlikwidować cały rząd. Do tej pory brzmi to całkiem sensownie, ale realizacja tego planu jest totalnie absurdalna, a scenariusz pisali chyba licealiści. Kiedy brakuje sensownego pomysłu na rozwiązanie jakiegoś problemu - pojawiają się idiotyzmy. I tak - pojawia się materiał wybuchowy wyglądający jak diament, a mający moc wybuchową 40 razy większą od C-4. Potem mamy tajemniczy eksperymentalny lek, który pozwala bohaterom przeżyć podróż w rozhermetyzowanej ładowni samolotu. Nie wspominając o nieistniejącym piętrze w Pentagonie, gdzie znajduje się superkomputerzyca. A sama intryga mająca na celu likwidację rządu USA jest jedną z najgłupszych intryg widzianą w filmie sensacyjnym. Widać tu pewne pomysły zaczerpnięte z takich filmów jak "Public Enemy", "I, robot" czy nawet "Matrix". Do obejrzenia z braku czegoś lepszego.