Dom zły
Gatunek: dramat obyczajowy
Film bardzo mroczny i ponury - od pierwszych minut do samego końca. Koniec lat 70-tych XX wieku. Zootechnik Środoń, po śmierci żony, pogrąża się w alkoholiźmie. Aby się z niego wyrwać, postanawia wyjechać do województwa krośnieńskiego, gdzie dostaje posadę w PGR-ze. Przez przypadek trafia do gospodarstwa Dziabasa - starego bimbrownika, który ma młodą żonę i syna będącego postrachem okolicy. Środoń przypada do gustu gospodarzowi, a Środoniowi przypada do gustu żona Dziabasa. Dochodzi do totalnego pijaństwa. W jego trakcie Środoń i Dziabas zaczynają snuć plany rozkręcenia bimbrowego interesu i bogactwa z tym związanego. Nieopatrznie Środoń pokazuje gospodarzowi, że dysponuje spora sumą pieniędzy. Idą spać. Środoń kopuluje z żoną gospodarza (moim zdaniem - najohydniejsza scena kopulacji w polskim kinie) po czym wygania ją z łóżka. Dziabas z żoną postanawiają zabić Środonia. Po kilku latach, w czasie stanu wojennego dochodzi do wizji lokalnej w obejściu Dziabasa. Pojawia się grupa lokalnych milicjantów, pijany w trupa prokurator i Środoń jako podejrzany. Milicjanci powiązani są ze sobą rozmaitymi relacjami, zależnościami i donosami. Jeden z oficerów staje przed dylematem - albo zgnoi swojego podwładnego, który podpadł władzom, albo ukręci łeb całej sprawie szantażując lokalnego kacyka. Film niestety, jest przeplatanką zdarzeń z przeszłości i teraźniejszości, co psuje jego konstrukcję i nie jest specjalnie oryginalne. Mógł być z tego całkiem niezły film sensacyjny, a tak powstał taki sobie, ciężki film o ciemnej stronie ludzkiej natury.