0_1_0
Gatunek: obyczajowy
Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, co autor miał na myśli. Za cholerę nie wiadomo, o co chodzi w tym filmie. Prawdopodobnie jest w nim tak głębokie przesłanie, że aż trudno je znaleźć. Albo tak jak z "Dziadami" Mickiewicza - utwór tak zakręcony, że ludzie wstydzą się przyznać, że nie wiedzą o co w nim chodzi i dlatego go podziwiają i się nim zachwycają. Film składa się z luźnych scenek pokazujących różne pary trzydziestolatków - w swych relacjach jedni bardziej pokręceni od drugich. Łączy je wypadek drogowy, w którym wszyscy w jakiś sposób uczestniczyli - czy jako ofiary czy jako gapie. Jest jeszcze jakiś radiowiec i facet z łódką, którzy, cholera wie, co tam robią. Do końca filmu widz ma nadzieję, że będzie jakiś finał, jakieś wyjaśnienie i dopełnienienie tych męczących kawałków układanki, a tu - lipa. Napisy końcowe i lista płac. I na takie filmy Instytut Sztuki Filmowej wydaje moje podatki. Ładne zdjęcia to chyba jedyny atut tego filmu.