Liberty Stands Still (W zasięgu strzału)
Gatunek: sensacyjny
W zasadzie tytuł powinien być taki, jak filmu, do którego wskoczył Tytus w "kowbojksije" księdze Tytusa, Romka i A'Tomku, czyli - "Strzały znikąd". Joe (Wesley Snipes) jest byłym agentem CIA (a jakże!) i snajperem. Jego córka zostaje zabita przez swojego szkolnego kolegę, który wziął pistolet swojego ojca i dla zabawy zabił ją. Joe nagle zrozumiał, jak szkodliwy jest nieograniczony dostęp do broni i znienawidził nagle producentów broni - ciekawa wolta jak na agenta CIA, który bez problemu mordował ludzi na tajnych misjach. W związku z tym wymyślił demoniczną intrygę w którą złapał właścicielkę potężnej firmy zbrojeniowej - tytułową Liberty, która w swojej kieszeni ma licznych senatorów, szefów policji i Bóg wie kogo jeszcze. Unieruchamia ją pośrodku miejskiego skweru i robi jej przez komórkę rachunek sumienia. Jej mąż - współwłaściciel firmy, który sypia z żoną prezydenta, nie bardzo wie co ma robić w kryzysowej sytuacji. CIA obawia się, że zakładniczka zacznie sypać i posyła swoich agentów, aby ją zliwikwidowali. Intryga wielopiętrowa ale w sumie całe przesłanie filmu trochę mętne i nieprzekonywujące. Na szczęście główny bohater na końcu się zabija - to honorowe wyjście dla głównej postaci z dość przeciętnego filmu. No i nie ma szansy na sequel. Trochę trzyma w napięciu, ale przekombinowany. Od biedy można obejrzeć.