Mr Nobody
Gatunek: s-f, obyczajowy (?)
Jest rok 2092. Nemo Nobody (Jared Leto) jest ostatnim człowiekiem, który umrze ze starości, bo nie poddał się procesowi przedłużenia telomerów, czyli końcowych odcinków DNA w chromosomach. (Podejrzewa się, że skracanie telomerów odpowiada za proces starzenia się komórek.) Jako 117-letni dziadzio leży na łożu śmierci i opowiada reporterowi o swoich prawdopodobnych losach. Rozpatruje różne ewentualności na zasadzie "co by było gdyby...", ewentualnie opisuje swoje życie, które miało miejsce we wszechświatach równoległych. Swoje trzy (a nawet więcej) różne losy. Mimo, iż film jest nieco dziwaczny to jest całkiem ciekawy. Zmusza do zastanowienia, jak bardzo nasze życie i nasze wybory dokonywane w życiu są dziełem przypadku, poczynając od faktu, że prawdopodobieństwo naszego przyjścia na świat było zbliżone do zera. Warto obejrzeć. Może trochę przydługi, ale przyjemnie, filozoficznie zakręcony.