Bad Lieutenant: Port Of Call New Orleans
Gatunek: sensacyjny
Werner herzog wyraźnie się starzeje. Widać to po tym filmie. Prawie remake filmu "Bad Lieutenant" z Harveyem Keitelem, z ta różnicą, że tu mamy happy end. Herzog twierdzi, że nigdy nie widział pierwowzoru. Trudno mi w to jednak uwierzyć - czy reżyser może być aż takim ignorantem i nie znać tak głośnego filmu jak "Bad Lietenant"? McDonagh (Nicolas Cage) jest detektywem. Po przejściu huraganu Katrina, McDonagh ratuje zamkniętego w celi więźnia. Doznaje podczas tego wyczynu urazu kręgosłupa, przez co cierpi na bóle pleców. Uzależnia się od Vicodinu, niczym Dr House. Nie stroni też od kokainy, którą pozyskuje od złapanych dilerów i z policyjnego magazynu. Kokainę niucha razem ze swoją dziewczyną Frankie (Eva Mendes) - luksusową prostytutką. ma tez ojca - emerytowanego policjanta, alkoholika na odwyku i macoche - alkoholiczkę, która twierdzi, że nią nie jest. Przez resztę filmu obserwujemy jak McDonagh pogrąża się coraz bardziej w bagnie narkomanii, lewych interesów, bukmacherki i igrania z bandytami. Kiedy wydaje się, że nie ma dla niego już ratunku, wszystko nagle zaczyna iśc ku lepszemu i wychodzi z tego obronną reką i dostaje nawet awans na kapitana. Taki sobie film. Nieprzekonywujący jest też Cage - z tą swoją ubogą i przewidywalną ekspresją miotającego się faceta. I te ujęcia gadów, które nie wiadomo co mają symbolizować - omamy głównego bohatera czy reżysera.